Najbardziej owocna modlitwa dziewiętnastowiecznej Wielkiej Brytanii przyszła z łóżka młodej kobiety, której Bóg nie uzdrowił.
To zdanie jest niewygodne i dlatego ta historia jest zwykle opowiadana inaczej: jako opowieść o sędziwej babci, która modliła się dekadę, doczekała owocu i pobożnie zasnęła tydzień po przebudzeniu. Dokumenty mówią coś innego i coś mocniejszego.
Kobieta, której nazwiska nikt nie umie zapisać
Nazywała się Marianne Adlard. W obiegu krąży jako Mary Ann Adelaide albo Marion Adler. Trzy wersje nazwiska tej samej osoby w trzech różnych przekazach. Bohaterka najsłynniejszej historii o modlitwie wstawienniczej tamtego wieku nie ma nawet ustalonego nazwiska.
Nie była staruszką. Była młodą kobietą przykutą do łóżka przez chorobę, nie mogła wychodzić z domu ani chodzić do kościoła. Należała do zboru w północnym Londynie.Źródło 1Głównym źródłem tej relacji jest biografia Lyle'a Dorsetta, A Passion For Souls: The Life of D. L. Moody, Moody Press 1997. Nie mamy jej w wydaniu drukowanym, więc szczegóły podajemy za opracowaniami, które ją cytują, m.in. The Cripplegate i opracowanie o przebudzeniu londyńskim 1872.
Około dwóch lat przed 1872 rokiem przeczytała artykuł o Dwighcie L. Moodym i jego pracy z dziećmi w Chicago. Zaczęła się modlić, żeby Bóg przyprowadził tego człowieka do Londynu, do jej kościoła.
Nie znała go. Widziała nazwisko w gazecie.
Moody nie przyjechał na urlop
Dwight Lyman Moody (1837-1899) przypłynął do Anglii w 1872 roku nie po to, żeby odpoczywać ani głosić. Przyjechał posłuchać wielkich brytyjskich kaznodziejów i poszukać kierunku dla własnej służby. Był po pożarze Chicago z 1871 roku i szukał odnowienia.
Na spotkaniu modlitewnym poznał pastora z północnego Londynu. Źródła podają jego nazwisko jako Johna albo Theophilusa Lesseya. Ten uprosił go o kazanie w najbliższą niedzielę. To był Londyn, nie Liverpool; port wejścia nie ma w tej historii żadnego znaczenia, choć w niektórych wersjach dostaje całą scenę rozpoznania na trapie.
Poranek jak ceglany mur
Nabożeństwo poranne wypadło fatalnie. Moody mówił potem, że to była jedna z najzimniejszych grup ludzi, do jakich kiedykolwiek mówił. Miał wrażenie, że mówi do muru.
Marianne tego ranka w kościele nie było, bo nie mogła przyjść. Jej siostra wróciła do domu i wspomniała, że kazanie wygłosił Amerykanin nazwiskiem Moody.
Odpowiedź brzmiała: Bóg odpowiedział na moje modlitwy.
Całe popołudnie spędziła na poście i modlitwie o wieczorne nabożeństwo.
Wieczór
Biograf Moody'ego zapisał, że wieczorem zdawało się, jakby samo powietrze było naładowane Duchem Bożym. Kiedy Moody wezwał do wyznania wiary, wstało bardzo wielu ludzi.
I tutaj dzieje się rzecz, która mówi o nim więcej niż całe kazanie: nie dowierzał. Kazał im usiąść, wytłumaczył jeszcze raz i dokładniej, o co dokładnie chodzi, i powtórzył wezwanie.
Wstało jeszcze więcej.
Zaprosił zainteresowanych do osobnej sali, a sala się zapełniła. Zapowiedział spotkanie modlitewne na następny wieczór dla tych, którzy chcą dołączyć do zboru, i wyjechał do Irlandii. Stamtąd dostał od pastora Lesseya pilny telegram: ludzie wciąż odpowiadają, trzeba wracać.
Wrócił i głosił przez dziesięć dni. Na koniec około czterystu osób dołączyło do członkostwa w zborze.Źródło 2Liczbę około 400 nowych członków i przebieg dziesięciu dni podają zgodnie opracowania oparte na biografii Dorsetta oraz biogram Moody'ego w Revival Library.
Psalm 91 w pamiętniku urodzinowym
Moody zaczął szukać przyczyny. Dotarł do małego szpitala, w którym leżała Marianne Adlard, i odwiedził ją w 1872 roku. Wpisał się do jej pamiętnika urodzinowego:
D. L. Moody, Psalm 91
Bez komentarza, bez kazania. Numer psalmu.
Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, w cieniu Wszechmocnego przebywać będzie. Będę mówił o PANU: Moja ucieczka i twierdza, mój Bóg, jemu będę ufał.
Ps 91:1-2

Nie umarła tydzień później
To jest miejsce, w którym wersja z ambony i dokumenty rozchodzą się najmocniej i w którym prawdziwa historia staje się o wiele trudniejsza.
R. A. Torrey, który spotkał ją wiele lat później, wspominał kobietę żyjącą od 1872 roku w nieustannym bólu i nieustannej modlitwie: wykrzywioną i zniekształconą przez cierpienie, a jednocześnie emanującą spokojem i mocą „cienia Wszechmocnego". Użył dokładnie tego obrazu, który Moody wpisał jej do pamiętnika.Źródło 3Wspomnienie R. A. Torreya o spotkaniu z Marianne Adlard po latach przekazują opracowania oparte na biografii Dorsetta, m.in. The Cripplegate. Nie mamy dostępu do pierwotnego zapisu Torreya, więc podajemy to jako relację powtarzaną zgodnie, a nie jako cytat ze źródła.
Dostała jedno wysłuchanie. Potem jeszcze wiele lat w łóżku.
Nie ma tu happy endu, w którym modlitwa zostaje nagrodzona zdrowiem. Jest coś innego: kobieta, która nie mogła wyjść z domu, poruszyła kraj, i została w tym samym łóżku. Bóg wysłuchał jej modlitwy o kogoś innego i nie wysłuchał jej modlitwy o siebie, o ile w ogóle się o siebie modliła, czego nie wiemy.
Lecz powiedział mi: Wystarczy ci moja łaska. Moja moc bowiem doskonali się w słabości. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa.
2 Kor 12:9
Paweł też nie został uzdrowiony. Trzy razy prosił i dostał odpowiedź, która nie była tym, o co prosił.
Co się stało rok później
Dla Moody'ego ta niedziela stała się lekcją, którą powtarzał do końca życia: przebudzenie przychodzi tam, gdzie ktoś się o nie modlił.
W czerwcu 1873 wrócił do Wielkiej Brytanii z Irą D. Sankeyem. Zaproszenia od Williama Pennefathera i Cuthberta Bainbridge'a zdążyły wygasnąć, bo obaj zapraszający umarli. Przyjechali bez sponsorów, bez zorganizowanych spotkań i prawie bez pieniędzy. Zaczęli w małych kaplicach, skończyli w Agricultural Hall w Islington (ponad dwadzieścia tysięcy miejsc) i w Hippodrome (piętnaście tysięcy). Kampania 1873-1875 przeszła do historii jako jedno z największych przebudzeń w dziejach Wysp Brytyjskich.Źródło 4Przebieg kampanii Moody-Sankey 1873-1875, wygasłe zaproszenia i sale w Islington oraz Hippodrome: biogram D. L. Moody'ego i opracowanie o przebudzeniu londyńskim 1872, Revival Library.
Zapalnikiem była cicha niedziela w bocznym zborze w północnym Londynie, o którą modliła się jedna osoba przez dwa lata.
Dlaczego opowieści postarzają swoich świętych
Zauważ, w którą stronę idą dopiski. Osiemdziesiąt lat zamiast młodości. Dziesięć lat zamiast dwóch. Publiczne wyznanie w kościele zamiast łóżka. Śmierć tydzień później zamiast dekad w bólu.
Wszystkie te zmiany robią jedno: zamykają historię. Dają jej porządny koniec, w którym wytrwałość zostaje nagrodzona, a bohaterka odchodzi w spokoju. Prawdziwa wersja nie ma tego zamknięcia i właśnie dlatego jest bliżej życia większości ludzi, którzy się modlą.
Jeśli modlisz się o coś, na co nie widzisz odpowiedzi, i jeszcze masz na dokładkę własny ból, którego nikt nie zabiera, to jest dokładnie ta pozycja, z której wymodlono przebudzenie 1872 roku.
Dalej w tej serii: Elizabeth Dabney i trzyletnie przymierze modlitwy oraz dziesięć dni przy Bonnie Brae Street. Jeśli nie wiesz, jak zacząć się modlić, przeczytaj o tym, czym w Biblii jest pokuta.
Portret Moodyego jest archiwalny, z domeny publicznej. Kadr z pokojem chorego jest ilustracją wygenerowaną: zdjęcia Marianne Adlard nie ma w żadnym znanym nam archiwum.
Wszystkie cytaty: Uwspółcześniona Biblia Gdańska (UBG), © Fundacja Wrota Nadziei. Wydawca zezwala na swobodne kopiowanie i rozpowszechnianie tekstu.
